Choose a track to play
Odkładam telefon, nie mam już słów,
Nie chcę rozmowy, nie chcę znów prób.
Minuty się leczą, godziny kaleczą,
A myśli mi szepczą, (że lepiej mnie nie chcą).
Z twarzy uśmiech jak z plastiku,
W środku kruszę się po cichu.
Milczę tak, że aż mnie boli,
Jakbym był aktorem w cudzej niedoli...
Jestem na granicy, -tego, co wytrzymam,
Na krawędzi ciszy, której nikt nie zrywa.
Z twarzą do nieba, z duszą czarną jak ziemia,
Nie wiem, czy stoję... -czy już się nie zmieniam.
Zaglądam w lustro, nie mam już pytań,
Twarz niby znana, lecz coś w niej znika.
Oczy jak okna zamknięte od środka,
W których nie tańczy już żadna iskra...
Idę bez celu, gdzie noc mnie prowadzi,
Gubię się w myślach, jak w pustej sali....
Każdy mój krok to kolejna granica,
Zamykam się w sobie... (-To żadna różnica...)
Nie trzeba ratować, nie wołam o litość,
Wystarczy, że jesteś... - i czujesz to wszystko.
Gdy świat mnie przygłuszy, nie pytaj, co robić,
Po prostu usiądź... (i pozwól mi się nie zgubić).
Jestem na granicy, -tego, co wytrzymam,
Na krawędzi ciszy, której nikt nie zrywa.
Z twarzą do nieba, z duszą czarną jak ziemia,
Nie wiem, czy stoję... -czy już się nie zmieniam..