Choose a track to play

Single / Track
No bo kiedy rozum śpi lub wychodzi na spacer
Nie potrafisz pokierować sowim życiem potem płaczesz
Zbyt późno na pacierz, budzisz się z ciężkim kacem
W końcu płacisz ten rachunek witaj w klubie wariacie
No bo kiedy rozum śpi lub wychodzi na spacer
Nie potrafisz pokierować sowim życiem potem płaczesz
Zbyt późno na pacierz, budzisz się z ciężkim kacem
W końcu płacisz ten rachunek witaj w klubie wariacie
Nie było jeszcze ustawek a on gdzieś na autostradzie
Wali brechą po szybach w tym autokarze
Wspomnienia tamtych zasadzek, ekstremalnych wydarzeń
Mocna adrenalina, po której zwraca się żarcie
Syndrom brudnej roboty dziś mam Hooligans TV
Czasem przeglądam akcje pokrewne z tymi moimi
Choć nie żałuję to czasem jednak człowiek się dziwi
Co popychało w spiralę przemocy i kultu siły?
Wkurwiony dzieciak nie znał nic poza walką
I tak przełamywał strach i wciągał go hardcore
Rapsy też były katalizatorem by iść na dno
Chyba lubił być tym złym nie ma to tamto
Chcieli zatrzymać nasz świat zaciągając hamulec
Bezpieczeństwo wtedy ziomuś bardzo słono kosztuje
Nawet dzisiaj ta czujność kiedy jadę baną czujesz?
Wiesz, że kiedy rozum śpi to Diabeł nie próżnuje
No bo kiedy rozum śpi lub wychodzi na spacer
Nie potrafisz pokierować sowim życiem potem płaczesz
Zbyt późno na pacierz, budzisz się z ciężkim kacem
W końcu płacisz ten rachunek witaj w klubie wariacie
No bo kiedy rozum śpi lub wychodzi na spacer
Nie potrafisz pokierować sowim życiem potem płaczesz
Zbyt późno na pacierz, budzisz się z ciężkim kacem
W końcu płacisz ten rachunek witaj w klubie wariacie
Miasta rozbite neony przeszłą chwilą już nie żyją
Na papierze toaletowym dziś spisany epilog
Obchód chorych, bo tu tylko jedno pewne
Ty wiesz to jak ja, pułapki są śmiertelne
Kiedy rozum śpi, jak pieprzony balon z helem
Unosisz się na nie świadomce w stratosferę
Kreski posypane grubo hotel, pokój czysta
A z między jej ud patrzy na ciebie pizda
Dziś o wiedzę bogatszy, ale w uczucia biedny
Przypalone jajka zdrapujesz z patelni
Twój hajs już jest gdzie indziej, ty tylko płaczesz
Mamona Cię puściła kantem, zostałeś rogaczem
Budzą się demony i dyktują tobie nastrój
Jak Durczoka, twoje życie leci w tv na pasku
Kiedy rozum śpi, zło wbija głęboko zęby
Na drodze twojej ewolucji same zakręty
No bo kiedy rozum śpi lub wychodzi na spacer
Nie potrafisz pokierować sowim życiem potem płaczesz
Zbyt późno na pacierz, budzisz się z ciężkim kacem
W końcu płacisz ten rachunek witaj w klubie wariacie