Elige una pista para reproducir
Jak dobre jaranie, to fify, tylko same szczyty
Nigdy więcej sziszy, z bonga dym kipi
Jak czysty joint, to luźno, jak tytoń w nim, to gówno
Czasem dam dobrze w płuco, mówi się, kurwa, trudno
A jak dobry haze, to spoko, obudzę się na zwale
Chodzą tu krawężniki, wąchają se jaranie
Szumią im odbiorniki i mają z tego gówno
Czasami tak już jest, mówi się, kurwa, trudno
A ja przyznam, lubię z bonga, wtedy nigdy nie ma lipy
Po mieszkaniu latam w szortach, robię sobie Malediwy
W trasie jest palona lufa i to trochę ryje czerep
Kiedy Kacper zgarnia bucha, ja mu przytrzymuję kierę
Mówią, że łapanie wiader to jest trochę coś nie tego
Mam tak bardzo wyjebane, skoro płacę ze swojego
Lubię dobrze się nakurwić ziołem, dobrze, że do kurtki wziąłem
Zanim kurwy złapią mnie z gibonem, będą już palone
Zabieraj tę oranżadę, do jazzu to dobry Jack
Nijak ma się to z Bosmanem, statków z niej wolałbym nie
Dzisiaj jadłeś 7 Daysa, chyba, kurwa, siódmy dzień
Nie pytaj się mnie, co wpieprzam, jak przecież słychać, że grę, oh
Jak dobre jaranie, to fify, tylko same szczyty
Nigdy więcej sziszy, z bonga dym kipi
Jak czysty joint, to luźno, jak tytoń w nim, to gówno
Czasem dam dobrze w płuco, mówi się, kurwa, trudno
A jak dobry haze, to spoko, obudzę się na zwale
Chodzą tu krawężniki, wąchają se jaranie
Szumią im odbiorniki i mają z tego gówno
Czasami tak już jest, mówi się, kurwa, trudno
Ciągle zbieram blety i fify, bo nie tylko kręcę klipy
Ma być zielono jak w kiwi, ma być zielono jak na BP
Ja przejmuję tu zaś szczyty, smażę grube fryty
Z zioła kręcę tu kickflipy, z ziomalami śmichy-chichy
Moje oczy to są Chiny i jak maliny mam białka
Ładnie tu znów coś sadzimy, ładne plony daje ta działka
Może tyksem to ochrzcimy, bo masz, byku, twarz jak kalka
I już jesteś cały siny, a to nie koniec kawałka
Uliczkę znam w Barcelonie, robię na niej Weedbanger
Palę tutaj jak w piecu i podrzucam jak węgiel
Chcesz się szybko obłowić i zamienić to w pengę
Chodzisz po cienkim lodzie, zaraz wpadniesz w przerębel
Jak dobre jaranie, to z fify, tylko same szczyty
Nigdy więcej sziszy, z bonga dym kipi
Jak czysty joint, to luźno, jak tytoń w nim, to gówno
Czasem dam dobrze w płuco, mówi się, kurwa, trudno
A jak dobry haze, to spoko, obudzę się na zwale
Chodzą tu krawężniki, wąchają se jaranie
Szumią im odbiorniki i mają z tego gówno
Czasami tak już jest, mówi się, kurwa, trudno
Ej, ej, szumią ci odbiorniki, ej, no bo twój sprzęt to gówno, ej
Nadaję to z orbity, ej, no bo zjarałem Moonrock, ej
No bo zjarałem kify, ej, no i też hasz z Afryki, ej
Pchamy stuff w złote splify, ej, biały brat Wiz Khalify, ej
Jaki stuff dziś palimy? Nie wpuszczaj mnie w maliny
Mamy puszczać sativy, nie chcę alternatywy
Bo gwarno tu jak w ulu, my ujebani w waxie
Zmniejszam se napięcie, gdy jaram izolację
Niepotrzebny mi Amsterdam, mam to wszystko w chacie
Nie zagadam dziś do ciebie, bo się tylko gapię
Nie myśl se, że chamsko, tylko niewyraźnie
Najbardziej ujarany w polskim piosenkarstwie