Elige una pista para reproducir
I zjebała mi imprezę, znów się do mnie przypierdala
Na chuj ją w ogóle brałem, niby kurwa obiecała
Że zostawi mnie w spokoju i pozwoli pić z kumplami
Że odpuści mi na parę godzin gadki z morałami
Przecież obiecała, że postoi tylko trochę z boku
Że gdy czapka spadnie, to pod rękę zaniesie do domu
Ja naiwny znowu dałem jej zrobić z siebie jelenia
Teraz zamiast pić z kumplami, muszę słuchać pierdolenia
A teraz wy mnie posłuchajcie, drodzy koledzy
Żadna kurwa nie będzie mi psuła imprezy
Zbieram w sobie wszystkie siły, na odwagę – browara
Pora na cios ostateczny: weź, kochanie, wypierdalaj
Choć zasadę mam z kumplami, że na męskie wypady
Choćby chuj na chuju stanął, nie bierzemy żadnej baby
Każdy zgrywa twardziela, mówi, jaki to jest macho
A jak przyjdzie co do czego, to nas zawsze przekabacą
A teraz wy mnie posłuchajcie, drodzy koledzy
Żadna kurwa nie będzie mi psuła imprezy
Zbieram w sobie wszystkie siły, na odwagę – browara
Pora na cios ostateczny: weź, kochanie, wypierdalaj
Pora spojrzeć prawdzie w oczy, że z nas trochę pantoflarze
Że na trzeźwo w domu każdy robi to, co baba karze
Jednak co imprezę tak jak mantra ten scenariusz się powtarza
Wóda, kumple, kilka słów za dużo, miesiąc przepraszania
A teraz wy mnie posłuchajcie, drodzy koledzy
Żadna kurwa nie będzie mi psuła imprezy
Zbieram w sobie wszystkie siły, na odwagę – browara
Pora na cios ostateczny: weź, kochanie, wypierdalaj
Weź, kochanie, wypierdalaj
Weź, kochanie, wypierdalaj
Weź, kochanie, wypierdalaj
Weź, kochanie, wypierdalaj