Każdą słabość zamieniłem w stal
Zbudowałem pokój
Który zamieszkuję sam
I nie wpuszczę
Choćby n*pierdalał mi tu drwal
I miał do wycięcia las
A więc prosi o podwózkę
Doskonale takich znam
Daję im serce na dłoni
Zanim je dostrzegą, to dawno upuszczę
A jak wytrzeć z niego chciałbym piach
To naplują na nie, mówiąc
Że to może być zbyt trudne
Jak mam problem, to go mam
Ale bardzo dużo dłoni się pojawia
Oklaskując sukces
Nie tak, że nie doceniam w ogóle
Ale fajnie byłoby, gdybyś zadzwonił z pytaniem
Co u mnie
J*bany hipokryta
Słyszałem tyle razy, że mnie wcale nie dotyka
Całe życie chciałem tylko normalnego życia
I jeżeli cię tym ranię
Pozostało – proszę – wybacz
Jestem prosty chłopak, więc nawijam prostym rymem
Nie zanucę ballad, ale zanucę ci życie
Jeżeli to czujesz, to właśnie dla ciebie piszę
Jeśli jest inaczej – wyłącz, zapomnij i tyle
Ja za długo chciałem komukolwiek się spodobać
Udawałem radość, mając ogromny ból w oczach
Wiedz, że jeśli się poświęcasz dla czyjegoś dobra
To to nie do końca może byc najlepsza droga
Wiem, kapitan łajbę opuszcza jako ostatni
Nie uratujesz życia, Jeśli będziesz martwy
Ja się tego nauczyłem I rzucam se za trzy
I żyję nadzieją
Że muzyką tobie też dam zastrzyk
Ja jestem owcą, Która siada z wilkiem do obiadu
A potem zdziwiony żale wypluwam do was na tracku
Destrukcyjne życie – Tak opisałbym to w jednym zdaniu
W nowym roku daj mniej wiary, a więcej poczucia smaku
Chyba za bardzo uwierzyłem w to prawo do zmiany
Zresztą nic na siłę, i tak nie naprawisz każdej wady
Próbuję dogonić plany, ale nie nadążam za tym
Czasem mierzę za wysoko
Nigdy nie umiem wyważyć
Góra, dół, góra, dół
Ja sam i ten jeden spacer po wielkich sinusoidach
Góra, dół, góra, dół
Equalizer pokazuje wykres mego życia
Góra, dół, góra, dół
Oddaję tu serce, myśli I to chyba słychać
Góra, dół, góra, dół
Oddaję tu całość siebie i to chyba widać