I tylko szum, i szum, i las, i szum
To las tak szumi, szumny tłum
Na liści strzępkach krząta się
Szelestny szmer, powietrzny chrzęst
Zaświecił liśćmi listopad
W listowiu swojski, świetlny kształt
Pomiędzy krzaki wsnuł się blask
To strzęp księżyca zwisł zza drzew
I strzęp ów świetlny wskazał mi
Gdzie złożyć można ciężki łeb
Roślinność, wilgoć, ściółka, mech
Westchnąłem: "Ech!", zaległem wnet
Polana to, spomiędzy drzew
Przyjęła mnie w szorstkości swej
Bym zaległ był, jestestwem wnikł
W kolejnych wielkich rzeczy bieg
W kolejnych wielkich rzeczy bieg
W kolejnych wielkich rzeczy bieg
Ah, what you're gonna do?
What you, ah, what you're gonna do?
Ah, what you're gonna do?
Tutaj się właśnie zaczęło jesienne umieranie
A w nocy wyostrzone jeszcze chłodem i jego zapachem
Niedopowiedzeniami, a blaskiem nikłym
Jak rzekłem, padłem
Najpierw drobniejsze stworzenia zaczęły przychodzić do mnie i prosić, bym ich wysłuchał, bo działo się coś ważnego
Coś, co wstrząsnęło polaną, a że mnie zaakceptowano
Na hura wyznaczono naczelnym, czasu było mało na dyskusję
Stworzeniem tutaj, zewsząd na polanie, począł ruch przyjemny formować, większy się
Ah, what you're gonna do?
What you, ah, what you're gonna do?
Ah, what you're gonna do?
Ah, what you're gonna do?
What you, ah, what you're gonna do?
Ah, what you're gonna do?
Ah, what you're gonna do?
What you, ah, what you're gonna do?
Ah, what you're gonna do?
Ah, what you're gonna do?
What you, ah, what you're gonna do?
Ah, what you're gonna do?
Biedronki, pasikoniki, dżdżownice i kret kosmaty
Porady, narady, huczna, nocna uczta, wilgotna
A liście pachniały i gniły bez echa, bez szlochu, ot jesień, ot pełnia księżyca
Podsumowanie zysków i strat
Oto się mniejsze chłopaki tarabanią pod stopy, dłonie
Ja leżę i słucham, gdy śpiewać zaczęła
Do ucha królowa biedronek
Ładna
Na-na-na, nabawisz się pan skrzepu
Na-na-na, na-na-na, z tym ciśnieniem
Na-na-na, nabawisz się pan skrzepu
Na istnienie, ye-ye-ye-ye
Z tym ciśnieniem na istnienie
Za wszelką cenę skrzep
Rozluźnij się pan, nie bądź kiep
Zanim ci eksploduje łeb
Z tym ciśnieniem na istnienie
Za wszelką cenę skrzep
Rozluźnij się pan, nie bądź kiep
Zanim ci eksploduje łeb
Życzenia zbożne, życzenia grzeczne z ust bożej krówki
Jej mówię, że dziękuję, o więcej nie pytam
Nie proszę, biorę głęboki wdech i jakby
Rozjaśniło się wokół
Ah, what you're gonna do?
What you, ah, what you're gonna do?
Ah, what you're gonna do?
Biedronka hi, hi, jeszcze całusa przesyła, czuję, jak można z naturą blisko
I we mnie zaczyna osad jakiś krystalizować się, wytrącać ta sól bytów, kryształek gorzki i myślę
Gdy myśl urwała się sama, bo westchnąłem, jak po długim łkaniu
I utkwiłem z tym szlochem w jakiejś kolejnej, choć jaśniejszej trochę, ramie czasu
Wyświecone pod nosem wytarłszy rękawem, w oczko powierciwszy piąstką
Skoncentrowałem się na tym, co wrona miała rzadki okaz do powiedzenia o wronach
Nie była oswojona, narwana i skoczna wrona
Nie w bawełnę, nie przez bibułę, ale wali wrona wprost
Heh, one, two, three
Kratastrofalny stan
Sakramencko, karygodne to
Nie wykaraskasz się pan
Karmić się taką karmą? Krawawica zaleje
Krrrwa mać
Odkratuj pan sobie widok na świat
Krrrwa mać
Ah, what you're gonna do?
What you, ah, what you're gonna do?
Ah, what you're gonna do?
Ah, what you're gonna do?
What you, ah, what you're gonna do?
Ah, what you're gonna do?
Dziękuję, pięknie się zrobiło, super się poczułem, pojaśniało za drugim wdechem, westchnieniem, jasno jak na zimę w sylwestra
Na każdym śniegu w sylwestra jest to wrażenie jasności, wiadomo: alkohol, emocje
A toż to dopiero listopad, przed nami miesiąc grudzień
Podchodzi świerszczyk tymczasem, na kość zmarznięty, i mówi
Świerszczy mi świerszczyk przestrogę
No niestety, świerszczyku, nie mogę, masz bardzo złą wymowę, nie zrozumiałem nic
Zawstydził się i znikł, a łąka w rechot, w ryk
Znaleźli sobie seplena, niebogę, na pośmiewisko, no wstyd
A swoją drogą, seplen
Czy to jest właściwe słowo
Na określenie kogoś
Z niedoskonałą wymową?