Pierwszy numer dwa jedenaście, nawet nie wiem kiedy ten czas upłynął
A więc odpalam tą flaszkę bo trzeba to oblać a w bletkach spalam kanabinol
Takich ziomali z ekipy jakich mam spokojnie mogę nazywać rodziną
Od kiedy pamiętam to każdy się wspierał choć wieczór się kończył melanżem lub spiną
Kiedy wchodziłem do gry nie oczekiwalem cudów
Ale chciałem tylko wbijać szpilki jak w laleczki voodoo
Lubię ten klimat linijki pełne chamstwa i brudu
I w dupie mam te bity ala techno z wiejskich klubów
Pierdolę te rap grę dzisiaj jeszcze bardziej
Szukasz prawdziwych i szczerych raperów zejdź do podziemia to szybciej znajdziesz
A mówili że hip hop ma łączyć nie dzielić ja mam wyjebane
Królowie truizmów mają się dobrze sięgając po złoto platynę czy diament
U nas w ekipie nonstop beka i pełen chillout
Raperzy ciągle przez to nie mogą się przestać spinać
W ogóle co za kmina że kiedyś złożymy broń
Ostatni bastion Patokalipsa jesteśmy tutaj żeby pobawić się nią